Majówkowy weekend nie spełnił moich oczekiwań. Dlaczego zawsze, jak ma się plany zależne od pogody, to pogoda zrobi Ci na złość? Za oknem brzydko, szaro, mokro, a miały być zdjęcia. Wczoraj musiałam poprawić sobie humor zniszczony przez ulewę i zrobiłam makijaż, kojarzący mi się ze słońcem, a raczej z jego zachodem.
Dziś z W. i znajomymi wybieramy się do Czeladzi na koncert Pezeta. Od bardzo dawna chciałam go zobaczyć, ale jedyna okazja jaka była 26 stycznia tego roku w Katowicach, zdecydowanie mi nie pasowała. Tym bardziej cieszę się z dzisiejszego nadchodzącego koncertu. Dodatkowo czeka mnie wieczór bez stabilizatorów, co też sprawia mi radość.
W poście wprowadzającym nic na ten temat nie wspominałam. Przypadło mi niemiłe schorzenie, które zmusza mnie od niedawna, bo od zaledwie tygodnia, do noszenia stabilizatorów stawów kolanowych, na obu nogach. Na razie minął tylko tydzień, a już zdążyłam je bardzo znielubić, choć czeka mnie jeszcze co najmniej pół roku życia z nimi. Mam nadzieję, że się przyzwyczaję, w końcu to dla mojego dobra. Postaram się pokazywać Wam stylizacje ukrywające stabilizatory. Być może któraś z dziewczyn ma taki sam problem?
Wezmę ze sobą dziś aparat, wrzucę jutro jakieś zdjęcia z koncertu. ; ) Może makijaż też dziś zrobię jakiś rozweselający, bo pogoda mimo iż się poprawiła, nadal nie jest taka jak bym chciała.
Do następnego posta!

Dopracuj jeszcze kreseczki i będzie cudownie! <3
OdpowiedzUsuń